. @ 2008-12-21 13:15
Głupi byłem, trzeba przyznać. Pewnie nadal jestem, jednak nie na tyle aby popełniać te same błędy. Także przepraszam szczerze za te popełnione w przeszłości. Bloga kasować nie mam zamiaru, występować pod innym nickiem ani nic z podobnych rzeczy również.
Komentuj [1]
. @ 2008-12-20 19:53
zazwyczaj nie wracam do tego co było. jednak wszystkie te uczucia, które zostawiłem tu, na "kartkach" tego bloga są warte powrotów. choćby po to, aby uświadomić sobie jak wiele straciłem, a ile rzeczy nabrało sensu na nowo. gdy czytam swoje własne słowa, analizując zadnie po zdaniu, nie mogę uwierzyć jak człowiek jest w stanie się zmienić w stosunkowo krótkim czasie. cieszy mnie jedna to, że mała część tamtego autre żyje we mnie nadal.
Komentuj [7]
... @ 2008-03-31 18:56
Czasem warto wracać...
Komentuj [0]
Dzień kolejny z kolejnych. @ 2007-01-13 21:34
Dzień kolejny z dni kolejnych, nieskończonych, wiecznych, niezmiennych już chyba więcej. Wciąż tęsknię, wciąż myślę, wciąż nie rozumiem. Wciąż chowam się przed wiatrem, który hula po drogach, aby nie porwał mnie jak starego, zeschniętego liścia, a nawet powiem więcej, nieco podgniłego od doszczów, które niejednokrotnie przeszły przez okres zniecierpliwień i oczekiwań. Byćmoże, mimo zimy, zostałem wypchnięty z czyjegoś umysłu, przez świeże, zieloniutkie listki, które zbyt wcześnie dojrzały, sprawiając, iż ów umysł przejrzał, na moje nieszczęście, na swe śliczne, różnobarwne oczęta, które były, bo nie wiem czy są nadal, mym domem, mym sercem i życiem. Zamknięta została brama, niegdyś szeroko otwarta, gotowa przyjąć mnie pod swoje skrzydła. Teraz coś skazało mnie na wichry i burze, odbiarając kąt spokoju, który rozpłynął się we mgle, bez pożegrania, bez ostatniego uściśnięcia osłabłej dłoni, która żyła, bo żyła nadzieją na lepsze jutro...
Komentuj [11]
Na granicy bezsensowności. @ 2007-01-11 21:20
W sercu nie ma nic, co zapewniałoby o szczęściu. Jedynie nieokiełznana siła, która, pozbawjając sensu każdą minutę życia, wystawia na pożarci okrutnym bestiom, czyhającym wciąż tuż za rogiem. Momentami lina złudnych uczuć, ściskająca szyję swą nieprawdziwiścią, wyrywa z duszy resztki nadzieii, wpychając w odchłań zapomnienia, gdzie ów zgubiony sens nie zostanie już nadany nawet wylanym łzą. Choćby przebłyski uśmiechu na skamieniałej twarzy się pojawiły, nic nie przywróci czasu oczekiwań i tęsknot, który wolałbym przeżywać stokroć dłużej, niż atakowanym być przez niewiarę i zwątpienie w spełnienie jedynego marzenia, którego blask gaśnie z każdą sekundą, tak jak i ja, tak jak wszystko wokół.
Komentuj [7]
... @ 2007-01-10 15:47
Jak ciężkie jest życie w nieświadomości, w cierpieniu, które, ukazane obłędnymi nocemi, przenika do wnętrza, rozelwa się falą przeszywającego bólu i niszczy na swej drodze wszystkie przebłyski nadziei i marzeń. Marzeń o powrocie, miłości, o Tobie w świetle poranka. Zakłuca ciszę, która, kiedyś silniesza od krzyku, podtrzymywała stęsknioną duszę, teraz jedynie łzy wyciska w strachu przed końcem. Końcem życia, choć na świecie wciąż żywy ciałem, lecz już nie duszą, którą zabrałaś. Teraz tylko w słowach, w wspomnieniach i w smutkach, już na zawsze, na wieczność. Bo czy dnia szczęścia jeszcze doczekam i Twych szeptów?
Komentuj [2]
Bez zmian. @ 2007-01-01 15:27
Nowe rok... Ale czy tak naprawdę coś się zmieniło oprócz cyferek z 2006 na 2007 na elektrycznym zegarku, leżącym na szafce nocnej? Przecież dni są wciąż tak samo szare i zimne, tyle, że już styczniowe, a nie grudniowe. Ja też jestem taki sam, tyle tylko, że rocznikowo mam już 19, a nie 18 lat. Moje życie się nie zmieniło, bo płynie wciąż tym samym nudnym tępem, tylko, że o12 miesięcy dłuższej. Więc wciąż jest tak samo? Jak zawsze? Jak lubię? Więc naprawdę wszystko jest po staremu, choć wokół roi się od zmian? Otórz to.
Komentuj [8]
Beztytułowy beztytuł. @ 2006-12-29 13:32
Poraz kolejny przekonałem się, że wiara nie wiele mi daje. Może zbyt słabo wierzę, albo "nadprzyrodzone siły" mają mnie gdzieś. W każdym razie moje chęci uszcześliwienia własnego życia równe są pięknemu, równemu, wypisanemu grubym mazakiem, na bieluśkiej kartce, zeru... Tak, ja też uważam, że to nie był dobry pomysł. Nooo, tak się zastanawim, po co ja się wogóle produkuje. I tak mało co kogo obchodzę, więc stwierdzam, że mimo tego, iż miejsc w internecie nie brakuje, ja i tak je marnuje. No bo ile jest na tym świecie inteligentnych, symaptycznych ludzi, którzy umieją i rozbawić i zainteresować i cholera wie, co oni tak jeszcze potrafią, ja nie potrafię i potrafić nie chcę. Ale za to chciałbym powiedzieć, od tak, po prostu, zawieszam!, albo jeszcze lepiej zamykam!, ale po kilku silnie przeżytych próbach stwierdzam, że nie mogę. A to dlaczego? A dlatego, że nie po to wylałem tu tyle swoich, nieraz kapkę popieprzonych, myśli, żeby to teraz tak skasować dla kaprysu. Może byłoby mi lepiej z tą całą przeszłościową pustką, bo śmiało moge powiedzieć, że mnie najzwyczajniej w świecie gniecie. A jednak..., nigdy nie robiłem tego czego tak naprawdę chciałem, więc i dziś wyjątku nie będzie. Zostaje tak jak był. Przykrę, ale prawdziwe, niestety.
Komentuj [9]
A kiedy wzejdzie słońce, moje życie się skończy, lub rozpocznie na nowo. @ 2006-12-26 20:11
Dzień ostatni, a może pierwszy pełen smutków i dziwacznych myśli błąkających się po głowie, w ciemnościach, w strachu, iż będą tylko kolejnymi myślami, które niewzruszony zatopię w kolejnej butelce swojej tęsknoty. Dzień końca i początku odliczań i oczekiwań na finał, na szczęście, na spełnienie, lub klęskę. Dzień inny niż wszystki, wyjątkowy, wprost niezwykły, choć tak mało różniący się od innych, zwykłych, tych przeciętnych, beznadziejnych dni, które już przeżyłem i znienawidziłem. Rozpoczął się z nienacka, nieoczekiwany, niechciany, odwlekany i jest... Lecz czy upływa, czy stanął w próżni, wyczówając falę obaw, które wtargnęły w moją podświadomość tak brutalnie, że nie zdołałem ich powstrzymać. Jednak czy chcę doczekać jutra, czy chcę, aby opadła kotara nocy, ukazując wszystko to, co ma mi do zaoferowania. Czy chce cieszyć się tą sekundą zaledwie, która później na długie godzieny oddzieli mnie znów od mych marzeń, które poraz drugi nie doeczekają już spełnienia... A jeśli nie będzie tam nic na co czekam, a ja, ja znów będę musiał odejść w cień z opuszczoną głową i odliczać, lecz jedynie umierające nadzieje?
Komentuj [1]
Przedświąteczy przejaw normalności. @ 2006-12-21 21:03
Z przyczyn takich, a nie innych, to jest przerwy w pisaniu na czas bliżej, lub dalej nieokreślony, postanowiłem choć raz nie oddzielać się od ogółu i nie wykazywać swojej inności poglądów. Tudzież jest to wyraz najzwyklejszej sympatii, i co najważniejsze, wdzięczności dla osób, które odwiedzają to miejsce, i którym będzie dane to przeczytać. Tak więc przechodząc do sedna sprawy, chciałbym życzyć wszystkim, zasługujących, czy też nie, udanych, rodzinnych, obfitych w prezenty (nie koniecznie w formie materialnej) świąt i uśmiechu. Tak... przede wszystkim dużo, dużo szczerego uśmiechy Wam życzę.
Komentuj [18]
|